- I co? I co? Jest już? Jest już?- pytała zadyszana Kasia
- Nie wiem, nie wiem!- odpowiedziałam podwójnie- Mieliśmy się spotkać w środku.- wyjaśniłam
- Aha. No to...
- Cześć dziewczyny!- krzyknął jakiś chłopak biegnący w naszą stronę.
- Cześć!- odpowiedziałyśmy jednocześnie
- Emmm.. to jest moja przyjaciółka Kasia, a to Kuba- przedstawiłam ich sobie
- Witam przyjaciółkę!- powiedział, ściskając jej dłoń
- Witam przyjaciela!- zawtórowała Kasia
- Wejdziemy do środka?- zapytał
- Może zamówmy coś i posiedźmy na zewnątrz?- zaproponowała Kasia
- Czemu nie! Co myślisz?- zwrócił się do mnie
- Jestem za- odparłam
- Czego chcecie się napić, dziewczyny?
- Wszystko jedno
- Mi też
- OK. Trzy razy cola, proszę!- krzyknął do kelnerki, kiedy byliśmy już w środku
Piękna blondynka a niebieskich oczach, obsługująca klientów, bardzo szybko przyniosła nam nasze napoje i obdarowała uśmiechem. Podziękowaliśmy jej, po czym odeszła.
- Śmiało! Pytajcie, o co tylko chcecie- zachęcił nas
- OK. Em... masz dziewczynę?- zainteresowała się Kasia. Oczy wyszły mi na wierzch, a nie powinnam się dziwić. W końcu to Kasia. Musiałam doprowadzić się do porządku i szybko wyszłam z szoku, ale nie omieszkałam się zganić ją swoim spojrzeniem.
- No co?- szepnęła, na co ja wywróciłam oczami
- Nic się nie stało. Odpowiedź brzmi: nie, nie mam i nie miałem dziewczyny- taka odpowiedź w pełni usatysfakcjonowała moją przyjaciółkę
- Dziwne...- wybąkała tylko
- Dlaczego? - spytał z powagą w głosie- Czy jest coś złego w byciu samotnym?
- Cóż, zależy dla kogo. Ja na przykład nie mogę być samotna. Za to Mańka...
- Hej!- zwróciłam jej uwagę jednocześnie ją kopiąc
-Aua...- jęknęła cicho- Muszę wyjść, zaraz wracam- poinformowała nas
-OK.
- Tosiu? Mogę się tak do ciebie zwracać?- zapytał, a ja dałam mu na to zgodę uśmiechem- super, więc... dlaczego zgodziłaś się na to spotkanie?- zapytał
- A dlaczego ty mi je zaproponowałeś?
- Aha, rozumiem. Bawimy się w odpowiadanie pytaniem na pytanie. Cóż, intuicja- wiedziałem, że się dogadamy
- OK. Teraz moja kolej... Hmmm... Dobrze ci patrzy z oczu.
- Nie wyglądasz mi na osobę, która kieruje się przeczuciami
- Pozory mylą, a ja jestem na to najlepszym dowodem
- Wierzę. Zrobiłaś to z litości?- wypalił
- Co?! Nie! Nieeeee... yyy... To nie w moim stylu. Dlaczego tak pomyślałeś?
- Większość osób patrzy na mnie z takim politowaniem i współczuciem, że...
- Dziwisz się? Znaczy nie chodzi mi o litość, ale o współczucie?
- Nie wiem. To nie pomaga. Sama wiesz...
- Wiem, ale mam odrobinę empatii i potrafię zrozumieć, że ci ludzie chcą jak najlepiej. Powiedz, chcesz porozmawiać o wypadku, czy może się pokłócić? Wiesz co? Muszę iść. Pa!
Wyszłam z kawiarenki pełna oburzenia. Nie mogłam uwierzyć w to, co się przed chwilą stało!
- Poczekaj! Hej! - wołał za mną- Przepraszam!- wydusił, kiedy już mnie dogonił
- W porządku. Po prostu nie lubię, kiedy ktoś tak ze mną rozmawia. Czuję się wtedy, jakby ktoś mną manipulował! - wyjaśniłam
- Naprawdę żałuję. Jestem strasznym egoistą. Dlatego... ja tylko chcę uniknąć przyjaźni z litości. Taki wywiad miał mi w tym pomóc, ale nie mam pojęcia, czemu to zrobiłem, bo ty przecież najlepiej wiesz, co przeżyłem.
- Nie przejmuj się mną. Łatwo się unoszę. Tyle że ja na serio muszę już spadać.
- Spotkamy się jeszcze? Obiecuję zero wywiadów. Hm?
- Dobrze.
- A dałabyś mi swój numer telefonu?
- Masz mnie na facebook'u. Na razie wystarczy, że będziemy się kontaktować w taki sposób. Szybkie przyjaźnie równie szybko się rozpadają, pamiętaj.
- Rozumiem. Trafny argument. Do zobaczenia!
- Cześć!
Wracałam i zapomniałam o Bożym świecie. I o Kaśce! Szybko wyjęłam komórkę i napisałam do niej SMS'a, w którym wyjaśniłam wszystko pokrótce.
Niedługo dotarłam do domu. Drzwi były zamknięte. Widocznie mama nie wróciła jeszcze od swojej przyjaciółki.
Mój pokój był w nienaruszonym stanie. Zastałam go takim, jakim opuściłam. Książki wciąż znajdowały się w różnych kątach mojego pokoju, a łóżko było zaścielone. Lubiłam porządek i nie uważałam, żeby książki stanowiły jakiś element bałaganu. Wzbogacały wnętrze i dodawały mu powagi. Uwielbiałam POTOP, choć wszyscy się temu dziwili. Czytałam to z pięć razy i zawsze poruszała mnie postać Kmicica. Był dla mnie uosobieniem idealnego faceta, chociaż idealny nie był.
Nie miałam nic do roboty. Nie musiałam odrabiać lekcji ani się z niczego uczyć. Co prawda miałam u siebie telewizor i kablówkę, ale wolałam pooglądać coś na dole, gdzie połowę wschodniej ściany salony zajmowała ogromna plazma. Postanowiłam coś przekąsić. Nie zauważyłam nawet, jak bardzo zmęczył mnie ten dzień. Tyle się wydarzyło. Zyskałam nowego przyjaciela i jak zwykle pojawiła się obawa, że może wyniknąć z tego coś więcej, a ja tego nie chciałam. Cóż, pozostało mi wierzyć w urok osobisty Kasi, ale nie wiedziałam jeszcze, co też Kuba tak naprawdę kombinuje. Myśląc o tym wszystkim podeszłam do lodówki i zaczęłam analizować środki, dzięki którym mój żołądek mógłby poczuć zbawienny wpływ jedzenia. Hmmm... sałatka grecka? To jest to! Wyciągnęłam ze środka miskę i poczęłam jeść prosto z niej, nie bacząc na wszelkie zasady dobrego wychowania. Ymmm. Odstawiłam z powrotem resztki posiłku i usiadłam na kanapie wykonanej z materiału, którego nazwy nie mogłam zapamiętać. Ważne, że było miękko. Komfort- to, co się liczy najbardziej dla zapracowanej mamy i jej córki. Po obejrzeniu kilku odcinków KSD zadzwoniła komórka.
- Halo?
- Cześć, kochanie...- wyszeptał tata
- Cześć, tato!- wykrzyknęłam uradowana- Czy coś się stało, bo masz taki dziwny głos...?
- Skarbie, musimy poważnie porozmawiać- oznajmił mi tym tonem, który zwiastował same nieszczęścia
- Dobrze. Kiedy?
- Najlepiej zaraz. Jestem w drodze. Pa - i się rozłączył
- No pa...- powiedziałam
Zaczęłam się niepokoić. Co też mogło się stać? Najróżniejsze wizje stawały mi przed oczami. Widziałam moją ukochaną i jedyną babcię, której to synem był mój tata. Widziałam, że dzieje się z nią coś niedobrego. Błagam... nie!
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka. W drzwiach stał mój tata pogrążony w smutku.
- Co się stało? Coś z babcią?!- powróciłam do swoich straszliwych wizji
- Nie, z babcią w porządku. Chodzi o twoją mamę, skarbie. Postanowiliśmy, że ja ci to powiem. Przejdźmy może do kuchni.
Tata wziął mnie za rękę i doprowadził do odpowiedniego pomieszczenia. Usiedliśmy naprzeciwko siebie, a on wciąż nie puszczał mojej ręki i kontynuował:
- Widzisz, Joanna była dzisiaj u mnie. Pewnie myślałaś, że wciąż jest u cioci.
- Tato, do rzeczy! Bo zaraz zemdleję!
- Joanna, twoja mama...
- Wiem, jak ma na imię moja mama!
- ... ma raka.
- Co?!
- To dlatego wzięła wolne. Czeka ją operacja i naświetlenia. Na szczęście wcześnie to wykryli, więc...
- Gdzie ona teraz jest?
- W szpitalu. Musi tam zostać przez jakiś czas. - powiedział- Chcesz do niej teraz pojechać?
- Tak...
Było już ciemno. Latarnie rozświetlały drogę, wtórując pobliskim sklepikom. Myślałam tylko o mamie. Modliłam się z różańcem w ręku, żeby to był tylko taki straszny sen. Błagam! Ja chcę się obudzić! Szczypanie nie pomogło. Wciąż znajdowałam się w tym koszmarze. Nawet nie uroniłam łzy, bo nie byłam w stanie. Szok blokował moje narządy. Zachowywałam się trochę jak zombie i nic, żaden bodziec ze świata zewnętrznego nie był w stanie do mnie dotrzeć.
Nie zauważyłam nawet, kiedy znaleźliśmy się na miejscu. Tata wysadził mnie z samochodu i poprowadził do odpowiedniej sali. Po drodze kilka pielęgniarek informowało nas o jakichś głupich przepisach i pytało i mało istotne rzeczy. Pamiętam tylko, że miałam na butach kapcie ochronne, a na ramionach zawieszony specjalny fartuch. I wtedy ją zobaczyłam! Natychmiast otrzeźwiałam!
- Mamo! Mamo!- wołałam, biegnąc w kierunku jej łóżka.
Wciąż była tą samą piękną kobietą o niemalże czarnych oczach i równie ciemnych włosach. Szczupła sylwetka mojej młodej mamy zlewała się ze szpitalnym łóżkiem i tworzyła z nim jedność. W tej chwili wydała się być tak kruchą i słabą istotą. Miałam nadzieję, że wola walki w niej wygra.
- Córciu. Nie martw się.- starała się mnie pocieszyć- nie płacz- mówiła, wycierając moje mokre policzki swoimi zimnymi i długimi niczym u pianisty palcami. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Potoki łez spływały po mojej twarzy.
- Nie przejmuj się mną mamo. Dlaczego mi nie powiedziałaś? Czemu? Od kiedy wiesz o tym, że... że...?- nie mogłam tego wykrztusić
- Od dwóch miesięcy.
- Więc od wakacji...
- Nie chciałam ci ich psuć.
- Dlatego wyjechałyśmy na tak długo?
- Tak.
- Przepraszam, mamuś. Zaraz wrócę.
Wyszłam na korytarz, gdzie czekał na mnie tata.
- Chodź. Odwiozę cię do domu- zaproponował, oplatając mnie ramieniem
- Nie. Zostanę tu. Jest taka możliwość, prawda?- zwróciłam się do pielęgniarki
- Oczywiście, kochanie. Przygotuję ci łóżko obok twojej mamy. To prywatny szpital, dlatego będziecie miały więcej swobody- dodała
- Dziękuję. Tato, mam tydzień wolnego. Dam sobie radę, nie musisz...
- Cześć wam!- usłyszeliśmy
- Sara? Co ty tu robisz?- zdziwiłam się. To, że była żoną byłego męża mojej mamy nie pozostawało w konflikcie z ich przyjaźnią.
- Kochani... Tak się martwiłam. Odchodziłam od zmysłów. - wyjaśniła- A jak długo będzie musiała tu zostać?
- Tydzień.- odpowiedział krótko i oschle tata. Dało się zauważyć jakieś spięcie między tą dwójką, ale nie miałam czasu ani sił, a tym bardziej już ochoty nad tym rozmyślać.
- Czyli, że z wyjazdu nici?- zapytała smutno
- Daj spokój z tym wyjazdem, Sara!- krzyknął tata
- Marek... o co ci chodzi?
- O nic! O nic...- uspokoił się już trochę- Po prostu to takie błahe, a my mamy poważniejsze problemy.
- Przepraszam.
- Ja też.
- A tak właściwie to jaki to rodzaj raka?- spytałam
- Białaczka.
- Babcia też to miała. I umarła.
- Zginęła w wypadku. To nie to samo... Babcia Stasia przyjedzie do twojej mamy jutro z samego rana.
- Dobrze.
- My już uciekamy. dzwoń, jakbyście czegoś potrzebowały.
- Dzięki.
Pożegnałam ich i wróciłam do mamy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz